niedziela, 27 lipca 2014

Część 2




Obudził ją w środku nocy straszny ból brzuch. Wstała z łóżka, lecz od razu usiadła z powrotem bo dość mocno zakręciło jej się w głowie. Niestety siadając zrzuciła coś z szafki nocnej, co zrobiło nie mały hałas, który obudził śpiącego obok Piotra. Gawryło natychmiast się podniósł i usiadł obok żony nie wiedząc co się dzieje patrząc na nią z niepokojem. Blondynka nie wyglądała za dobrze więc na pewno też tak nie było :

 - kochanie co się dzieje ? - martwił się bo przedtem wszystko było  dobrze.
 - nic wszystko w porzą....- nie zdąrzyła dokończyć bo po prostu nie wytrzymałą już. Biegiem pobiegła do łazienki mało się nie zabijając o wszystko po drodze.Nie wiedziała ile już tam czasu spędziła ale dopiero po dłuższej była w stanie usiąść, choć mdłośći nadal jej nie przechodziły ani trochę. Od razu usłyszała Piotra, który dosłownie dobijał się do drzwi od łazienki. Na szczęście zamknęła drzwi na klucz. Nie chciała by patrzył na to wszystko. Gdy tylko wyszła wpadła na swojego męża, który tylko pokiwał przecząco głową i zagarnął ją w swoje ramiona :
 - tak właśnie widze że nic,  co jest ? - naprawde się już martwił  zresztą jak zawsze *.*
 - chyba się czymś zatrułam, ale już naprawdę wszystko w porządku - była naprawdę wykończona i strasznie się czuła ..ale nie chciała go martwić. Uwolniła się z ramion Gawryły i powoli ruszyła do sypialni, lecz gdy tylko zrobiła kilka kroków od razu musiała się czegoś chwycić bo inaczej nie była by w stanie sama utrzymać się na nogach. Chirurg natychmiast podszedł do blondynki , wziął na ręcę i zaniósł do sypialni. Położył ją na łóżku, przykrył kołdrą i wyszedł do kuchni. Wrócił po jakiś 5 minutach z kubkiem gorącej mięty i jakimiś lekami. Usiadł obok żony i podał jej to co przyniósł :
 - skarbie co się dzieję ? tylko nie mów mi , że nic bo przecież widze  - był już naprawde zmartwiony stanem blondynki
 - ja już sama nie wiem - zrezygnowana i osłabiona opadła  z powrotem na poduszke. Piotr jednak miał swoje podejrzenia i miał nadzieję, że się sprawdzą :
 - kotku a może się udało ?
 Przez dłuższą chwilę panowała między nimi głucha, irytująca cisza. Każde z nich analizowało ostatnie dni. Blondynce jednak faktycznie coś nie pasowało. Ostatnio może i miała mdłości i wahania nastroju ale to nie oznacza że od razu jest w ciąży:
 - Piotr dobrze wiesz że jest to praktycznie niemożliwe -Była naprawde załamana ale nie chciałą pokazywać swojej słąbości.
 - A może jednak ?, co jeżeli naprawde się udało - nie zdąrzył dokończyć bo uprzedziła go blondynka:
 - nie Piotr,  nie potrzebnie robiliśmy sobie nadzieje- łzy już same spływały jej po policzkach i nie potrafiła już nad nimi panować . Dosłownie wybiegła z sypialni. Gawryło martwiąc sie o nią, poszedł jej szukać. Znalazł ją w siedzącą na parapecie w salonie . Mimo iż było ciemno wiedział , że płakała. Zdawał sobie sprawę , że to nie jego wina lecz miał poczucie winy, co do stanu swojej żony. Nie chciał żeby obwiniała siebie ,za to co się stało ale już nie wiedział co ma zrobić. Po cichu podszedł do blondynki i  mocno zagarnął ją w ramiona. Wzdrygnęła się pod jego dotykiem czego sie nie spodziewał.  o_O Po chwili już miał całe mokre ręce ale nic nie mówił, wiedział że musi się po prostu wypłakać, odreagować. Serce mu sie krajało jak na to patrzył , lecz wiedział, że tak uż musi widocznie być. Uświadomił sobie właśnie że muszą poważnie porozmawiać ,nawet jeżeli ta rozmowa nie będzie przyjemna i popłyną łzy :
 -ciiiii , już dobrze  jestem przy tobie  - kompletnie nie wiedział jak jej pomóc
 - nie powinniśmy być razem,  nie możemy - mówiła nadal przez łzy, nie potrafiła ich zatrzymać. No ale takiej odpowiedzi się już Gawryło w najgorszych snach nie spodziewał. Po prostu go "zatkało" , nie wiedział o co chodzi :
 - co ty mówisz ?! Jakie nie możemy ?! kochanie, co ty za głupoty wygadujesz ?- był bardzo zdezorientowany, nie wiedział skąd jej to przyszło do głowy..
- nie potrzebnie wracaliśmy do siebie, wróć do Magdy, stworzycie Tosi prawdziwy dom może będziecie mieć jeszcze dzieci,  będziecie szczęśliwi nie będziesz musiał  nic tłumaczyć Tosi, żadnych skomplikowanych sytuacji... nie będziesz musiał mnie niańczyć, słuchać tego użalania się nad sobą   słuchając ciągłych bzdur o tym że nie moge mieć dzieci nawet jednego  a ktoś kto nawet nie chce ich mieć  dostaje je tak po prostu - już straciła panowanie nad sobą  nie kontrolowała się nie obchodziło ją że wszyscy inni śpią, że jest środek nocy.  Chirurg  nie mógł uwierzyć w to co słyszy musi jej wszystko wytłumaczyć  raz na zawsze :
 -hej ! kochanie posłuchaj mnie posłuchaj tylko mi nie przerywaj ok ? - blondynka tylko skinęła głową więc wziął ją na kolana, zagarnoł w ramionai zaczął jej wszystko tłumaczć:
 - skarbie - zakrył jej oczy rękami- co widzisz?
 - nic – była trochę zdezorientowana gdyż nie wiedziała o co chodzi ukochanemu
 - No właśnie, tak wygląda moje życie bez ciebie, jesteś dla mnie najważniejsza  i nic nigdy tego nie zmieni. NIC   i nie chce NIGDY słyszeć żadnych bzdur o tym że nie powinniśmy byc razem  bo my MUSIMY być razem i wreszcie to zrozum ok ? Chodź wracamy do łóżka  - wziął  ją na ręce i zaniósł do łóżka,  zasnęli od razu oboje w swoich ramionach nie wiedząc że jutro zmieni się ich całe życie
ZE STAREGO BLOGA CZĘŚĆ 3 i  4  JAK COŚ :) 
CZYTASZ = KOMENTUJESZ

2 komentarze: