wtorek, 11 listopada 2014

Część 5




Nogi Goldberg odmówiły posłuszeństwa. W jednej chwili zawalił jej się cały świat, jej życie straciło sens. Poczuła w sercu wielką pustkę. Po jej policzkach spływały łzy, nie panowała nad nimi nawet nie chciała. W jednej minucie straciła wszystko, ode chciało jej się żyć. Consalida i Krajewski dalej nie wiedzieli o co chodzi, ale widząc zachowanie i stan swojej koleżanki domyślali się, że nie jest dobrze :
- Hana co się stało ? -  Wiki natychmiast próbowała się czegoś dowiedzieć, gdyż w takiej sytuacji nie wiedzieli co maja zrobić i czy cokolwiek mają zrobić. Widząc że z lekarką jest co raz gorzej zaczęła domyślać się o co chodzi a raczej o kogo ……Piotr
- Hana, chyba mi nie powiesz, że Piotr...- urwała gdyż widziała, że blondynka jest kompletnie załamana.
- Poszedł po matkę dzieci, była w drugim samochodzie - przerwała gdyż stało się coś dziwnego i niezwykłego zarazem, zastanawiała się tylko czy los sobie z niej żartuje czy zwariowała. W oddali w płomieniach ledwo dostrzegalna pojawił się zarys postaci człowieka, z trudem utrzymującego równowagę. Zaczęła biec w kierunku , do którego tak silnie wzywała ją jej podświadomość i serce. Krajewski widząc to od razu nie pozwolił jej na to:
- Hana, nie możesz ! Nic nie możemy zrobić, przykro mi- trzymał ją i nie chciał na to pozwolić choć wyrywała mu się dość silnie jak na kobietę.
-  Puść mnie ! Nie pozwolę mu na to ! Zostaw mnie ! - nie mogła tu zostać, wyrwała się z ramion Adama i najszybciej jak mogła pognała w stronę płomieni.
- Hana nie rób tego ! - Consalida także nie wierzyła w to co chce zrobić jej koleżanka. Może trochę zazdrościła jej, że udało im się z Piotrem, że tylko przy niej Gawryło jest szczęśliwy. Polubiła ją nawet bardzo, zawsze chętnie jej pomagała i wysłuchała jak tego potrzebowała ale nie wiedziała co zrobić  by ją zatrzymać. Goldberg biegła "na ślepo"w gorących płomieniach które zaczynały parzyć jej ciało, ale nie mogła się wycofać. Nagle natrafiła na jakąś przeszkodę. Poczuła tak dobrze znane jej ciało. Z wielką niewiadomą spojrzała w górę. Z niedowierzaniem i łzami w oczach patrzyła prosto na Gawryłe nie wierząc że dzieje się to naprawdę. Chirurg wziął ukochaną na ręcę i  natychmiast wyniósł ją z płomieni, postawił na ziemi i zagarnął w ramiona, wiedział, że płacze :
- co ci strzeliło   do głowy żeby tam wchodzić - łzy już same cisnęły mu się do oczu, nie zależało mu na tym żeby być twardym,sam bał się, że już nigdy nie jej nie zobaczy, że straci ją na zawsze, widząc że jest kompletnie rozbita próbował ją uspokoić, nie chciał by płakała przez niego  - ciiii, jestem przy tobie i nigdzie się nie ruszam, kochanie proszę cię nie płacz już
- myślałam że już nigdy więcej cie nie zobacze, wiesz co ja tu przeżywałam?! nie rób mi tego nigdy więcej ! nie potrafiłabym bez ciebie żyć !- całej scenie przypatrywali się Wiki i Adam, stali obok i nadal byli w szoku, pod wielkim wrażeniem odwagi ginekolog, tego, że ryzykowała życie, dla Gawryły, którego wszyscy uważali za kompletnego idiotę, który tylko potrafi łamać kobiece serca i przejmuje się tylko sobą.Może i tak było ale zmienił się. Zmienił się przy Goldberg, dzięki niej i dla niej .....co zauważyli wszyscy  którzy go znali i żyli w jego otoczeniu. Lekarze ockneli się z szoku i natychmiast znaleźli się przy parze:
- Jezu, Piotr nieźle nas nastraszyłeś -  ruda rzuciła się przyjacielowi na szyje, szybko się otrząsnęła i zajęła jego stanem zdrowia - nic ci nie jest ? co się wogóle stało ? co cie pokusiło ?! masz ukochaną żonę ktora cie kocha nad życie ! Piotr do cholery życie ci nie miłe ?! - fakt że krzyczał na niego przez łzy to jednak ze szczęścia że jej przyjaciel jest cały i zdrowy.

- Hey Ruda! -  przerwał jej monolog i przytulił  tylko Goldberg mocniej do siebie - wiem, ale to był odruch, musiałem im pomóc, zrozum
- dobra chodźcie, zabieramy was oboje do szpitala trzeba to obejrzeć - odezwał się w końcu Krajewski wskazując na oparzoną rękę Gawryły, na którą dopiero teraz spojrzała też ginekolog
- Adam nic mi nie jest, wyliże się - poruszał na dowód palcami nie wypuszczając Goldberg z objęć, lecz t odezwała się :
- nie trzeba to opatrzyć Piotr, jedziemy i nie ma żadnych sprzeciwów
Gawryło już tylko posłużnie wsiadł z ukochaną i kolegami do karetki i udali się wszyscy do szpitala. Na spokojnie do szpitala i udali się na izbę przyjęć. Mimo, iż Gawryło twierdził, że nic mu nie jest robił to tylko i wyłącznie dla Hany. Wiedział,że bardzo się bała o niego ale coś kazało mu ratować tamtych ludzi, choć nie udało mu się uratować tamtej kobiety to cieszył się, że sam wyszedł z tego cało. Dotarłszy na izbe pielęgniarka kazała usiąść mu na kozetce i poczekać chwilę na lekarza dyżurującego gdyż miał ważną konsultację. Chirurg czuł się w roli pacjenta bardzo nieswojo, wolał stać po tej drugiej stronie,  to wiedział, że chociaż tak uspokoi ukochaną, która siedząc obok niego wciąż nie doszła jeszcze do siebie. Ruda z Krajewskim chcieli  dowiedzieć się jak ze stanem kolegi bo na pewno trzeba było wykonać choć podstawowe badania i opatrzyć rękę to mieli dyżur na pogotowiu na który zbytnio nie chciało im się wracać, ale praca to praca :
- no to gołąbki, my już musimy wracać na dyżur a wy się trzymajcie i odezwijcie się potem, na razie ! - Consalida poklepała przyjaciela po ramieniu i udała się z Adamem z powrotem do pracy. Tym sposobem Goldberg i Gawryło zostali w izbie praktycznie sami, gdyby nie pielęgniarka która kszątała się porządkując przyrządy i przybory do badań. Piotr widział, że lekarka jest zmęczona no ale Konica który prawidłowo miał dyżur na izbie został wezwany do pilnej operacji która nie mogła zaczekać, więc musieli jeszcze chwile poczekać na innego lekarza :
 - zaraz wracamy do domu, obiecuje - zdrową ręką zagarnął ją do siebie i mocno przytulił. Kątem oka zobaczył  idącego w ich stronę Sambora, którym sam zdziwił się na ich widok :
 - Piotr ?! co wy tu robicie ? - wiedział tylko tyle że ma "obejrzeć " pacjenta z oparzeniem ręki ale nie sądził że chodzi o jego kolege po fachu, spojrzał tylko na rękę chirurga i pokręcił z dezaprobatą głową - coś ty znowu narobił co? - usiadł  obok kolegi i zaczął oglądać rękę - no powiem ci że nieźle się urządziłeś, - znowu pokręcił przecząco głową i zabrał się za obandażowywanie ręki Gawryły, widząc że kolega nie przejmuje się tym za bardzo, wiedział co od razu przywróci go do rzeczywistości no  i oczywiście była to prawda - no to zero operacji przez dwa tygodnie, tydzień zwolnienia a potem same konsultacje i ewentualnie przychodnia - skończył i gdy spojrzał na niego zobaczył na jego twarzy wielkie zdziwienie i niedowierzanie:
 - Michał, ty chyba żartujesz ! nic, mi nie jest,jutro wracam normalnie do pracy -  nie no, on i bezczynne siedzenie w domu ? o nie... on sie zupełnie nie nadaje na takie nudzące leżakowanie
 - może przy okazji powinieneś się kimś zająć - Sambor głową wskazał na zasypiającą już Hanę w ramionach Gawryły. Ten tylko spojrzał i uśmiechnął się nieznacznie pod nosem
 - no dobra ale za tydzień wracam - widząc, że kolega chciał coś powiedzieć od razu dodał - chociaż na tą przychodnie - delikatnie chciał wziąść ukochaną na ręce lecz zdążyła się w tej chwili obudzić :
 - Piotr, puść mnie, nie powinieneś - już nie ukrywając tego, jak bardzo jest zmęczona wstała, wzięła swojego mężczyznę pod rękę. Gdy chcieli już wychodzić natknęli sie na Tretera który chyba wiedział, że był tu w roli pacjenta gdyż od razu zaczął :
 -Jezu, Piotr co się stało ?! - spojrzał na jego rękę i na koleżankę, która było widać była wykończona dodał tylko - dobra nieważne, potem sie zgadamy, jedźcie do domu i macie tydzień wolnego, oboje-    Żegnając się z Samborem i szefem  udali się na postój taksówek, gdyż do szpitala przyjechali karetką. Dojeżdżając już pod dom zauważyli że miejsce wypadku zostało już praktycznie posprzątane. Wchodząc do mieszkania ginekolog dosłownie padała z nóg. Zdjęła płaszcz, buty i od razu położyła się na łóżku. Chirurg natomiast poszedł wziąść prysznic. Gdy wszedł już z powrotem do sypialni ujrzał żonę słodko śpiącą na skraju łóżka. Położył się obok niej, i przykrył kołdrą. Po chwili poczuł jak ukochana mocno wtula się w jego ramiona. Nawet nie zorientowali się kiedy odpłyneli w kraine snów 
CZYTASZ=KOMENTUJESZ 

piątek, 19 września 2014

Część 4

- do Wójcika, powinien cię zbadać - był z nią całkowicie szczery choć wiedział, że lekarce się jego zachowanie nie spodoba to coś musiał z tym zrobić. W końcu to nie jego wina, że ją tak kocha i się martwi *.* :
- Piotr, proszę nie… - gdy ją zignorował po prostu zabrała a raczej wyrwała mu telefon z ręki. Wiedziała, że Gawryło nie odpuści, ale to że się źle poczuła i zwymiotowała to nie jest powód żeby od razu dzwonić po lekarza, no fakt z tą krwią nie jest normalne, lecz to był tylko pojedynczy incydent. Ludzie no bez przesady. Lekarz spojrzał tylko na nią zdezorientowany kiedy odłożyła jego telefon na szafkę nocną :                    
  - możesz mi kochanie oddać mój telefon ?                                                                          
  - tak … ale nie będziesz dzwonić do żadnego lekarza ok ? – widziała, że ukochany nie odpuści – jak mi nie przejdzie to pójdę na badania, obiecuje                                                                
   - znając ciebie kochanie to będziesz mi wmawiać, że wszystko jest w porządku aż w końcu stanie .
się jakieś nieszczęście, jesteś lekarzem i dobrze wiesz, że to nie jest normalne , ale jeśli jeszcze raz się źle poczujesz i nie pójdziesz mi na badania to bez żadnego gadania osobiście zabieram cię do szpitala i nie chcę słyszeć żadnego ale.                                                                      
   Postawa Goldberg mówiła sama za siebie, no ale cóż kochał ją. Pocałował ją jeszcze w sam czubek głowy i położył się obok swojej żony : czego chciał ? – no po prostu musiała zapytać. Nie jej wina, że była taka ciekawska. No ale przecież miała prawo wiedzieć, czego chciał od nich jej były mąż :              
 - nie wiem, wytłumaczyłem mu gdzie jest jego miejsce, że jesteśmy szczęśliwi i sobie poszedł, tyle. – nie chciał jej jeszcze tym martwić ale w końcu są razem, i szczerość jest ważna. Blondynka wtuliła się w swojego mężczyznę i rozmyślała nad ostatnimi wydarzeniami w ich życiu. Po chwili oboje odpłynęli do krainy snów myśląc o sobie nawzajem. Obudziła się czując jakiś ciężar na swojej klatce piersiowej, no oczywiście był to jej ukochany mąż. Spojrzała na zegarek. No pięknie 16: 30, Treter ich zabije! Nie chciała go budzić ale nie miała innego wyjścia. Wolała nie ginąć z rąk szefa :D Zaczęła mierzwić jego cudowne włosy na co chirurg tylko zaczął delikatnie uśmiechać się przez sen. Po jakieś chwili zaczął się przebudzać się wyraźnie niezadowolony, że ktoś mu przerwał w tak przyjemnej czynności jak spanie z ukochaną. Wolałby dalej spać przy swoim największym skarbie, no ale cóż :                              
 - Kochanie co się stało ? – nagle pomyślał że może się źle poczuła- źle się czujesz?                        
 - nie, po prostu od prawie pięciu godzin powinniśmy być w pracy – powiedziała z udawana skruchą, no ale fakt sytuacja nie była zabawna                                                                                                                          
  - Możesz kochanie dalej słodko spać bo twój cudowny i jakże kochany mąż o wszystkim pomyślał i masz odpoczywać, a ja już tego dopilnuje – wytłumaczył swojej żonie z powrotem wracając do przerwanej czynności, jednak jeszcze widząc zdezorientowaną minę swojej żony dodał :                
 - dzwoniłem do Tretera, że się źle czujesz i musze się tobą zająć więc do jutra mamy wolne – Brunet ponownie odpłynął do krainy Morfeusza jednak nie na długo, gdyż nagle Rozległ się wielki huk. Małżonkowie od razu „zerwali ” się z łóżka i zobaczyli w oknie chmurę białego dymu. Nie wiedzieli co się stało bo nic oprócz niego nie było widać. Oboje natychmiast się przebrali ( bo przecież nie pójdą w piżamach – co byłoby bardzo dziwne) i szybko zeszli na dół. Zastali tam 2 samochody mocno wgniecione w siebie ( choć bardzo ciężko było w ogóle rozpoznać co to jest ) i w lampę. Oba były bardzo zmiażdżone i nie wyglądały jak samochody. Hana widząc, że Gawryło chce udać się do poszkodowanych nie była z tego powodu zadowolona. Wiedziała, że robi to jako lekarz ale to był jej ukochany i nie poradziłaby sobie gdyby go straciła :
- Piotr, to może w każdej chwili wylecieć w powietrze, nie rób tego – może i była w tej chwili egoistką ale nie może go stracić. Nie może. :
- Skarbie, obiecuję zaraz do ciebie wrócę, zostań tu i zadzwoń po karetkę. Zaraz do ciebie wracam – pocałował ją jeszcze w czubek głowy i poleciał do jednego z kierowców. Jednak Goldberg gdy tylko usłyszała płacz dziecka dochodzący z wraku samochodu natychmiast tam pobiegła. Jak się okazało w środku znajdowała sie kobieta z dwojgiem dzieci. Miały około dwa i sześć lat. Większa-dziewczynka była przytomna i bardzo przestraszona. Obok w drugim foteliku zapięty był mały chłopiec, który nie był przytomny. W blondynce od razu narodził się isttynkt macierzyński i wielka troska o dzieci. Widziała strach i przerażenie w oczach dziewczynki, po prostu musiała im pomóc :
-hej mała ....jestem Hana- w oczach małej był coraz większy strach więc musiała ją jakoś uspokoić- jestem lekarzem wiesz, pomoge ci dobrze ? - dziewczynka tylko nie pewnie pokiwała twierdząco głową na znak zgody. Drzwi były zakleszczone więc lekarka musiała radzić sobie w inny sposób. Musiała wyciągnąć dzieciaki oknem, co do najbezpieczniejszych rzeczy nie należało, mogły mieć jakieś obrażenia wewnętrzne a tego przy wypadkach wykluczyć nie można. Wolała najpierw wyciagnąć przytomną dziewczynke, niewykluczone, że bedzie potrzebna jej pomoc :
- jak masz na imię ? - zagadywała małą żeby ta wiedziala że chce jej pomóc, i by nie stracić z nią kontaktu. Jednocześnie odpinała ją z fotelika.
- Alicja , ale mój braciszek ..... Jasiu - była naprawdę przestraszona i wstrząśnięta całą sytuacją i stanem jej małego brata który był nieprzytomny. Gdy lekarka odpieła już dziewczynkę musiała ją jakoś wydostać
 - Alu posłuchaj mnie, boli cię coś ?Możesz ruszać rączkami i nogami ? - mała pokiwałą twierdząco głową . Goldberg wiedziała że sama nie da rady więc musiałą prosić dziewczynkę o pomoc.
- posłuchaj mnie uważnie dobrze ? -skierowała się z troską w głosie - dotknij delikatnie policzków braciszka ok ? są ciepłe ?
- trochę - to wystarczyło aby blondynka bez zastanowienia zaczeła ich ratować za wszelką cenę
- dobrze to bardzo delikatnie odepnij go z pasów - gdy dziewczynka odpieła malca z fotelika poinformowała Alicję jak ma ostrożnie spróbować przy jej pomocy wyjść przez okno samochodu. Ostrożnie wydostała z wraku samochodu oboje dzieci posadziła mała z malcem na ławce. Gdy już miała wracać do rannej kobiety prawdopodobnie ich matki zauważyła Piotra kładącego rannego drugiego kierowce na chodniku.
- Hana kochanie przecierz prosiłem cię żebyś się stamtąd nie ruszała- był zły na ukochaną ale także z niej dumny, jednocześnie także nie chciał narazić jej na żadne niebezpieczeństwo.Widząc dwoje dzieci domyślał się także że na pewno nie były same więc postanowił że to on pójdzie po kolejnych rannych.
- dobra, zostań tu a ja zaraz do ciebie wróce i nie ruszaj się stąd- po chwili już go nie było, a Hana zajęłą się sprawdzaniem stanu chłopca z którym na szczęście wszystko było dobrze. Po jakiś 5 minutach przyjechała pierwsza karetka, i nie kryła zdziwienia kiedy wyszli z niej Wiki i Krajewski
- Hana co.... ? - Ruda nie zdąrzyła dokończyć gdzyż w jednej chwili rozległ się wielki huk i pojawił się ogromny ogień. Wybuchło....
 Hey , wiem ze was zawiodlam ale mam male problemy z kompem i duzo nauki ... KOMENTUJCIE A BEDZIE SZYBKO NEXT ;** DZIEKI ZA WSZYSTKO

poniedziałek, 28 lipca 2014

Część 3


Obudziły ją ciepłe promienie słońca padające na jej twarz. Nie chciało jej się wstać ale wiedziała że trzeba żyć dalej. Zdziwiła się, gdy zobaczyła, że nikogo obok niej nie ma, lecz po chwili do jej uszu doszły jakieś dziwne hałasy, prawdopodobnie z kuchni. Hana jak to Hana ciekawska  poszła do źródła słyszanych dźwięków, które były coraz głośniejsze. Zatrzymała się jednak w progu kuchni obserwując swojego męża, którego dzielnie odnalazła :D Nie chciała mu przeszkadzać widząc jaki jest zajęty, ale gdy Gawryło wysypał na siebie pełno mąki nie wytrzymała i parsknęła śmiechem. Chirurg od razu rozpoznał ten głos i natychmiast się odwrócił. Zobaczył swoją jakże cudowną żonę stojącą w progu drzwi :
 - Bardzo śmieszne, kochanie naprawdę, no wiesz co śmiać się ze mnie - Widział że jego żonie dopisuje humor więc na "dokładkę" zrobił minę zbitego psiaka, co blondynkę bardziej rozśmieszyło. Podeszłą do niego i subtelnie pocałowała, po wczorajszym dniu strasznie go to zdziwiło......ale oczywiście pozytywnie  i miał nadzieje na coś więcej :D Goldberg na brak reakcji ze strony ukochanego nie przestawała go całować, a robiła to coraz bardziej subtelnie. Na co już po chwili zareagował Gawryło pogłębiając pieszczotę. Położył jedną rękę na biodrach Goldberg i przyciągnął ją do siebie a drugą zaczął dobierać się do szlafroka ukochanej. Lekarka wyczuwając zamiary  chirurga owinęła mu ręce wokół szyi całkowicie mu się oddając. No ale jak to zawsze bywa takie piękne i idealne chwile zawsze ( no prawie zawsze) są przerywane. Niestety dalszym planom chirurga przerwał dzwonek. Gawryło nie przejmując się tym nie przerywał zaczętej czynności. Lecz dźwięk dzwonka był coraz bardziej natarczywy. Blondynka z niechęcią i trudem odsunęła od siebie męża, poprawiła szlafroki wychodząc z  kuchni zwróciła się jeszcze do chirurga:
 - To może lepiej dokończ to śniadanie  bo robię się strasznie  głodna. - śmiejąc się i w dobrym humorze poszła do drzwi. Gdy je już otworzyła doznała niemałego szoku - chociaż szok to i tak mało powiedziane. Nigdy nie spodziewała by się takiego gościa nawet, w najgorszych snach o_O Myślała że ten rozdział w jej życiu jest już zamknięty ale najwidoczniej się pomyliła :( Gawryło "słysząc" głuchą cisze zaniepokojony poszedł sprawdzić kto ich odwiedzić i co robi tam jego ukochana. Zastał zszokowaną żonę przed drzwiami ( w szlafroku - no bo przez swojego ukochanego męża nie zdążyła się przebrać :D ) i  Jamesa stojącego przed jego Haną ,  właśnie  JEGO HANĄ. Małżonkowie oboje byli w  szoku?!
 Czy zawsze gdy rozwiążą jakiś problem musi od razu pojawić się następny, czy nie mogą wreszcie być szczęśliwi, czy los nie może choć raz być dla nich łaskawy i przestać płatać im figle?!
 Brunet widząc, że Goldberg nie jest w stanie nic zrobić wziął to na siebie ( w końcu czego się nie robi dla kobiety życia :D ale James to była już chyba kara za wszystkie grzechy ich życia )  :
 - Czego chcesz ?! - Naprawdę nie wiedział czym sobie na to zasłużyli, że los tak im uprzykrza życie.

Nie słysząc odpowiedzi od przeciwnika? wroga ?  spojrzał na niego i nie spodobało mu się, jak patrzył a raczej "rozbierał" wzrokiem JEGO żonę. Stwierdził, że lepiej będzie jak porozmawia z nim w cztery oczy i wyjaśni mu gdzie jego miejsce :
 - Kochanie, idź się ubierz bo jeszcze mi się tu przeziębisz hmm ? - pocałował jeszcze żonę w czubek głowy; może i specjalnie może i nie ale chciał żeby James zobaczył, że oni są szczęśliwi. A co najważniejsze BEZ NIEGO.
 - ale Piotr - nie zdążyła nawet dokończyć bo mąż ją uprzedził
 - zaraz do ciebie wrócę i dokończymy do co zaczęliśmy obiecuje - pocałował ją dość namiętnie. Gdy Goldberg udałą się już z powrotem do mieszkania chirurg wyszedł do przeciwnika ( ? ) i zamknął drzwi bowiem nie chciał, by Hana się tym denerwowała  i tak miała już dość nerwów i stresów, a jeśli starają się już o dziecko to kompletnie to nie pomoże.
 - Posłuchaj, nie wiem po co tu przyszedłeś i nie obchodzi mnie to ale odczep się wreszcie od niej. Ona już NIGDY z tobą nie będzie zrozum to JESTEŚMY SZCZĘŚLIWI - ostatnie słowa bardzo podkreślił żeby wszystko do niego dotarło. - Nie psuj tego, a jeśli ją nadal kochasz choć ty chyba nawet nie wiesz co to znaczy to odwal się od niej pozwól chociaż jej żeby była szczęśliwa, nie wtrącaj się do naszego życia bo w jej sercu i tak nie ma dla ciebie miejsca. I wynoś się już stąd i nie przychodź ... nigdy więcej- nerwy powoli mu już puszczały, no ale nie ma się co dziwić. James tylko spojrzał na niego i odszedł nic nie mówiąc ( może i to nawet lepiej . Gawryło wszedł z powrotem do mieszkania i to co zobaczył było jeszcze większym szokiem niż James .... Przecież kilka minut przedtem wszytsko było w porządku ...
 Na podłodze ujrzał plamy krwi.  Przestraszył się, gdyż nie widział i nie słyszał swojej ukochanej.  Udał się więc do sypialni, szukając blondynki,. Lecz gdy tylko wszedł do pomieszczenia usłyszał dźwięk tłuczonego szkła, który dobiegł z łazienki. Wrócił się i bez chwili zastanowienia wszedł do środka. Już na wstępie  pod jego nogami znajdowało się jakieś potłuczone szkło ( prawdopodobnie jakiś perfum czy czegoś takiego ), ale nie przejmował się tym specjalnie. Gdy zobaczył swoją żonę klęczącą nad toaletą, która najwidoczniej wymiotowała, a co gorsze wymiotowała krwią co bardzo zmartwiło chirurga. To już nie były żarty, coś było nie w porządku  i bardzo dobrze o tym wiedział.  Stanął w drzwiach i czekał aż chociaż trochę jej przejdzie i bez gadanie jadą do szpitala. Choć znając Hane będzie się upierała, że  wszystko jest w porządku.  Stał już tak dobre pół godziny i co raz bardziej mu się to nie podobało ale na razie nic nie mógł zrobić i to najbardziej go bolało. Nie chciał by cierpiała. Po chwili Goldberg go zauważyła i nie była zadowolą z jego obecności :            
 - nie patrz na to – na szczęście polepszyło jej się na tyle, że mogła choć na chwilę odpocząć. Usiadła na podłodze, opierając się o zimna ścianę. Gawryło na jej słowa tylko pokiwał z niedowierzaniem głową. Ile razy można tłumaczyć to samo?! :                                                                            
   - w zdrowiu i w chorobie, aż do śmierci - patrzył jej prosto w oczy. Te w których się zakochał, te bez których nie umiałby żyć, te które chce widzieć do końca życia. Po chwili w oczach lekarki pojawiły się łzy:
 - pamiętasz ? – kochała go nad życie i tego była pewna, cieszyła się, że to ona ma to szczęście, że jest właśnie z nią. Nie chciała by ktokolwiek to zepsuł:                                                                                                      
 - Pamiętam i nigdy nie zapomnę. Jak mógłbym zapomnieć  dzień, w którym zostałem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, że jako jedyny mam to szczęście, że jesteś cała moja, że jesteśmy razem, że chcesz e mną być, że wytrzymujesz ze mną, że mnie nie wyrzucałaś no przynajmniej jeszcze nie :D - sam miał już z siebie ubaw a co dopiero jego żona :D :            
 - ale to już kotku nie są żarty, co się dzieje ? I mówię od razu, że słowo nic ma zniknąć z twojego słownictwa – martwił go stan blondynki, w dodatku była dosłownie blada jak ściana. Spojrzał na nią, a ta tylko wstała bez słowa i udałą się do sypialni. Usiadła na łóżku i obserwowała swojego męża który uczynił to samo co ona przed chwilą : - sama już nie wiem – nic jej do siebie nie pasowało, nie mogła nic wymyśleć , mimo iż była lekarzem, nie wiedziała co się z nią dzieje i co jej dolega. Brunet tylko pokiwał bezradnie głową, sięgając po telefon. Goldberg wyczuwając jego zamiary od razu zainterweniowała :   - gdzie dzwonisz? 
JAK COŚ TO NA STARYM BLOGU CZĘŚĆ 5 I POŁOWA 6 :) 
DOBRA JAK CHCECIE TAKI MAŁY SZANTAŻYK :) 
10 KOM = NEXT ! <3
  ! CZYTASZ = KOMENTUJESZ !