poniedziałek, 28 lipca 2014

Część 3


Obudziły ją ciepłe promienie słońca padające na jej twarz. Nie chciało jej się wstać ale wiedziała że trzeba żyć dalej. Zdziwiła się, gdy zobaczyła, że nikogo obok niej nie ma, lecz po chwili do jej uszu doszły jakieś dziwne hałasy, prawdopodobnie z kuchni. Hana jak to Hana ciekawska  poszła do źródła słyszanych dźwięków, które były coraz głośniejsze. Zatrzymała się jednak w progu kuchni obserwując swojego męża, którego dzielnie odnalazła :D Nie chciała mu przeszkadzać widząc jaki jest zajęty, ale gdy Gawryło wysypał na siebie pełno mąki nie wytrzymała i parsknęła śmiechem. Chirurg od razu rozpoznał ten głos i natychmiast się odwrócił. Zobaczył swoją jakże cudowną żonę stojącą w progu drzwi :
 - Bardzo śmieszne, kochanie naprawdę, no wiesz co śmiać się ze mnie - Widział że jego żonie dopisuje humor więc na "dokładkę" zrobił minę zbitego psiaka, co blondynkę bardziej rozśmieszyło. Podeszłą do niego i subtelnie pocałowała, po wczorajszym dniu strasznie go to zdziwiło......ale oczywiście pozytywnie  i miał nadzieje na coś więcej :D Goldberg na brak reakcji ze strony ukochanego nie przestawała go całować, a robiła to coraz bardziej subtelnie. Na co już po chwili zareagował Gawryło pogłębiając pieszczotę. Położył jedną rękę na biodrach Goldberg i przyciągnął ją do siebie a drugą zaczął dobierać się do szlafroka ukochanej. Lekarka wyczuwając zamiary  chirurga owinęła mu ręce wokół szyi całkowicie mu się oddając. No ale jak to zawsze bywa takie piękne i idealne chwile zawsze ( no prawie zawsze) są przerywane. Niestety dalszym planom chirurga przerwał dzwonek. Gawryło nie przejmując się tym nie przerywał zaczętej czynności. Lecz dźwięk dzwonka był coraz bardziej natarczywy. Blondynka z niechęcią i trudem odsunęła od siebie męża, poprawiła szlafroki wychodząc z  kuchni zwróciła się jeszcze do chirurga:
 - To może lepiej dokończ to śniadanie  bo robię się strasznie  głodna. - śmiejąc się i w dobrym humorze poszła do drzwi. Gdy je już otworzyła doznała niemałego szoku - chociaż szok to i tak mało powiedziane. Nigdy nie spodziewała by się takiego gościa nawet, w najgorszych snach o_O Myślała że ten rozdział w jej życiu jest już zamknięty ale najwidoczniej się pomyliła :( Gawryło "słysząc" głuchą cisze zaniepokojony poszedł sprawdzić kto ich odwiedzić i co robi tam jego ukochana. Zastał zszokowaną żonę przed drzwiami ( w szlafroku - no bo przez swojego ukochanego męża nie zdążyła się przebrać :D ) i  Jamesa stojącego przed jego Haną ,  właśnie  JEGO HANĄ. Małżonkowie oboje byli w  szoku?!
 Czy zawsze gdy rozwiążą jakiś problem musi od razu pojawić się następny, czy nie mogą wreszcie być szczęśliwi, czy los nie może choć raz być dla nich łaskawy i przestać płatać im figle?!
 Brunet widząc, że Goldberg nie jest w stanie nic zrobić wziął to na siebie ( w końcu czego się nie robi dla kobiety życia :D ale James to była już chyba kara za wszystkie grzechy ich życia )  :
 - Czego chcesz ?! - Naprawdę nie wiedział czym sobie na to zasłużyli, że los tak im uprzykrza życie.

Nie słysząc odpowiedzi od przeciwnika? wroga ?  spojrzał na niego i nie spodobało mu się, jak patrzył a raczej "rozbierał" wzrokiem JEGO żonę. Stwierdził, że lepiej będzie jak porozmawia z nim w cztery oczy i wyjaśni mu gdzie jego miejsce :
 - Kochanie, idź się ubierz bo jeszcze mi się tu przeziębisz hmm ? - pocałował jeszcze żonę w czubek głowy; może i specjalnie może i nie ale chciał żeby James zobaczył, że oni są szczęśliwi. A co najważniejsze BEZ NIEGO.
 - ale Piotr - nie zdążyła nawet dokończyć bo mąż ją uprzedził
 - zaraz do ciebie wrócę i dokończymy do co zaczęliśmy obiecuje - pocałował ją dość namiętnie. Gdy Goldberg udałą się już z powrotem do mieszkania chirurg wyszedł do przeciwnika ( ? ) i zamknął drzwi bowiem nie chciał, by Hana się tym denerwowała  i tak miała już dość nerwów i stresów, a jeśli starają się już o dziecko to kompletnie to nie pomoże.
 - Posłuchaj, nie wiem po co tu przyszedłeś i nie obchodzi mnie to ale odczep się wreszcie od niej. Ona już NIGDY z tobą nie będzie zrozum to JESTEŚMY SZCZĘŚLIWI - ostatnie słowa bardzo podkreślił żeby wszystko do niego dotarło. - Nie psuj tego, a jeśli ją nadal kochasz choć ty chyba nawet nie wiesz co to znaczy to odwal się od niej pozwól chociaż jej żeby była szczęśliwa, nie wtrącaj się do naszego życia bo w jej sercu i tak nie ma dla ciebie miejsca. I wynoś się już stąd i nie przychodź ... nigdy więcej- nerwy powoli mu już puszczały, no ale nie ma się co dziwić. James tylko spojrzał na niego i odszedł nic nie mówiąc ( może i to nawet lepiej . Gawryło wszedł z powrotem do mieszkania i to co zobaczył było jeszcze większym szokiem niż James .... Przecież kilka minut przedtem wszytsko było w porządku ...
 Na podłodze ujrzał plamy krwi.  Przestraszył się, gdyż nie widział i nie słyszał swojej ukochanej.  Udał się więc do sypialni, szukając blondynki,. Lecz gdy tylko wszedł do pomieszczenia usłyszał dźwięk tłuczonego szkła, który dobiegł z łazienki. Wrócił się i bez chwili zastanowienia wszedł do środka. Już na wstępie  pod jego nogami znajdowało się jakieś potłuczone szkło ( prawdopodobnie jakiś perfum czy czegoś takiego ), ale nie przejmował się tym specjalnie. Gdy zobaczył swoją żonę klęczącą nad toaletą, która najwidoczniej wymiotowała, a co gorsze wymiotowała krwią co bardzo zmartwiło chirurga. To już nie były żarty, coś było nie w porządku  i bardzo dobrze o tym wiedział.  Stanął w drzwiach i czekał aż chociaż trochę jej przejdzie i bez gadanie jadą do szpitala. Choć znając Hane będzie się upierała, że  wszystko jest w porządku.  Stał już tak dobre pół godziny i co raz bardziej mu się to nie podobało ale na razie nic nie mógł zrobić i to najbardziej go bolało. Nie chciał by cierpiała. Po chwili Goldberg go zauważyła i nie była zadowolą z jego obecności :            
 - nie patrz na to – na szczęście polepszyło jej się na tyle, że mogła choć na chwilę odpocząć. Usiadła na podłodze, opierając się o zimna ścianę. Gawryło na jej słowa tylko pokiwał z niedowierzaniem głową. Ile razy można tłumaczyć to samo?! :                                                                            
   - w zdrowiu i w chorobie, aż do śmierci - patrzył jej prosto w oczy. Te w których się zakochał, te bez których nie umiałby żyć, te które chce widzieć do końca życia. Po chwili w oczach lekarki pojawiły się łzy:
 - pamiętasz ? – kochała go nad życie i tego była pewna, cieszyła się, że to ona ma to szczęście, że jest właśnie z nią. Nie chciała by ktokolwiek to zepsuł:                                                                                                      
 - Pamiętam i nigdy nie zapomnę. Jak mógłbym zapomnieć  dzień, w którym zostałem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, że jako jedyny mam to szczęście, że jesteś cała moja, że jesteśmy razem, że chcesz e mną być, że wytrzymujesz ze mną, że mnie nie wyrzucałaś no przynajmniej jeszcze nie :D - sam miał już z siebie ubaw a co dopiero jego żona :D :            
 - ale to już kotku nie są żarty, co się dzieje ? I mówię od razu, że słowo nic ma zniknąć z twojego słownictwa – martwił go stan blondynki, w dodatku była dosłownie blada jak ściana. Spojrzał na nią, a ta tylko wstała bez słowa i udałą się do sypialni. Usiadła na łóżku i obserwowała swojego męża który uczynił to samo co ona przed chwilą : - sama już nie wiem – nic jej do siebie nie pasowało, nie mogła nic wymyśleć , mimo iż była lekarzem, nie wiedziała co się z nią dzieje i co jej dolega. Brunet tylko pokiwał bezradnie głową, sięgając po telefon. Goldberg wyczuwając jego zamiary od razu zainterweniowała :   - gdzie dzwonisz? 
JAK COŚ TO NA STARYM BLOGU CZĘŚĆ 5 I POŁOWA 6 :) 
DOBRA JAK CHCECIE TAKI MAŁY SZANTAŻYK :) 
10 KOM = NEXT ! <3
  ! CZYTASZ = KOMENTUJESZ !

niedziela, 27 lipca 2014

Część 2




Obudził ją w środku nocy straszny ból brzuch. Wstała z łóżka, lecz od razu usiadła z powrotem bo dość mocno zakręciło jej się w głowie. Niestety siadając zrzuciła coś z szafki nocnej, co zrobiło nie mały hałas, który obudził śpiącego obok Piotra. Gawryło natychmiast się podniósł i usiadł obok żony nie wiedząc co się dzieje patrząc na nią z niepokojem. Blondynka nie wyglądała za dobrze więc na pewno też tak nie było :

 - kochanie co się dzieje ? - martwił się bo przedtem wszystko było  dobrze.
 - nic wszystko w porzą....- nie zdąrzyła dokończyć bo po prostu nie wytrzymałą już. Biegiem pobiegła do łazienki mało się nie zabijając o wszystko po drodze.Nie wiedziała ile już tam czasu spędziła ale dopiero po dłuższej była w stanie usiąść, choć mdłośći nadal jej nie przechodziły ani trochę. Od razu usłyszała Piotra, który dosłownie dobijał się do drzwi od łazienki. Na szczęście zamknęła drzwi na klucz. Nie chciała by patrzył na to wszystko. Gdy tylko wyszła wpadła na swojego męża, który tylko pokiwał przecząco głową i zagarnął ją w swoje ramiona :
 - tak właśnie widze że nic,  co jest ? - naprawde się już martwił  zresztą jak zawsze *.*
 - chyba się czymś zatrułam, ale już naprawdę wszystko w porządku - była naprawdę wykończona i strasznie się czuła ..ale nie chciała go martwić. Uwolniła się z ramion Gawryły i powoli ruszyła do sypialni, lecz gdy tylko zrobiła kilka kroków od razu musiała się czegoś chwycić bo inaczej nie była by w stanie sama utrzymać się na nogach. Chirurg natychmiast podszedł do blondynki , wziął na ręcę i zaniósł do sypialni. Położył ją na łóżku, przykrył kołdrą i wyszedł do kuchni. Wrócił po jakiś 5 minutach z kubkiem gorącej mięty i jakimiś lekami. Usiadł obok żony i podał jej to co przyniósł :
 - skarbie co się dzieję ? tylko nie mów mi , że nic bo przecież widze  - był już naprawde zmartwiony stanem blondynki
 - ja już sama nie wiem - zrezygnowana i osłabiona opadła  z powrotem na poduszke. Piotr jednak miał swoje podejrzenia i miał nadzieję, że się sprawdzą :
 - kotku a może się udało ?
 Przez dłuższą chwilę panowała między nimi głucha, irytująca cisza. Każde z nich analizowało ostatnie dni. Blondynce jednak faktycznie coś nie pasowało. Ostatnio może i miała mdłości i wahania nastroju ale to nie oznacza że od razu jest w ciąży:
 - Piotr dobrze wiesz że jest to praktycznie niemożliwe -Była naprawde załamana ale nie chciałą pokazywać swojej słąbości.
 - A może jednak ?, co jeżeli naprawde się udało - nie zdąrzył dokończyć bo uprzedziła go blondynka:
 - nie Piotr,  nie potrzebnie robiliśmy sobie nadzieje- łzy już same spływały jej po policzkach i nie potrafiła już nad nimi panować . Dosłownie wybiegła z sypialni. Gawryło martwiąc sie o nią, poszedł jej szukać. Znalazł ją w siedzącą na parapecie w salonie . Mimo iż było ciemno wiedział , że płakała. Zdawał sobie sprawę , że to nie jego wina lecz miał poczucie winy, co do stanu swojej żony. Nie chciał żeby obwiniała siebie ,za to co się stało ale już nie wiedział co ma zrobić. Po cichu podszedł do blondynki i  mocno zagarnął ją w ramiona. Wzdrygnęła się pod jego dotykiem czego sie nie spodziewał.  o_O Po chwili już miał całe mokre ręce ale nic nie mówił, wiedział że musi się po prostu wypłakać, odreagować. Serce mu sie krajało jak na to patrzył , lecz wiedział, że tak uż musi widocznie być. Uświadomił sobie właśnie że muszą poważnie porozmawiać ,nawet jeżeli ta rozmowa nie będzie przyjemna i popłyną łzy :
 -ciiiii , już dobrze  jestem przy tobie  - kompletnie nie wiedział jak jej pomóc
 - nie powinniśmy być razem,  nie możemy - mówiła nadal przez łzy, nie potrafiła ich zatrzymać. No ale takiej odpowiedzi się już Gawryło w najgorszych snach nie spodziewał. Po prostu go "zatkało" , nie wiedział o co chodzi :
 - co ty mówisz ?! Jakie nie możemy ?! kochanie, co ty za głupoty wygadujesz ?- był bardzo zdezorientowany, nie wiedział skąd jej to przyszło do głowy..
- nie potrzebnie wracaliśmy do siebie, wróć do Magdy, stworzycie Tosi prawdziwy dom może będziecie mieć jeszcze dzieci,  będziecie szczęśliwi nie będziesz musiał  nic tłumaczyć Tosi, żadnych skomplikowanych sytuacji... nie będziesz musiał mnie niańczyć, słuchać tego użalania się nad sobą   słuchając ciągłych bzdur o tym że nie moge mieć dzieci nawet jednego  a ktoś kto nawet nie chce ich mieć  dostaje je tak po prostu - już straciła panowanie nad sobą  nie kontrolowała się nie obchodziło ją że wszyscy inni śpią, że jest środek nocy.  Chirurg  nie mógł uwierzyć w to co słyszy musi jej wszystko wytłumaczyć  raz na zawsze :
 -hej ! kochanie posłuchaj mnie posłuchaj tylko mi nie przerywaj ok ? - blondynka tylko skinęła głową więc wziął ją na kolana, zagarnoł w ramionai zaczął jej wszystko tłumaczć:
 - skarbie - zakrył jej oczy rękami- co widzisz?
 - nic – była trochę zdezorientowana gdyż nie wiedziała o co chodzi ukochanemu
 - No właśnie, tak wygląda moje życie bez ciebie, jesteś dla mnie najważniejsza  i nic nigdy tego nie zmieni. NIC   i nie chce NIGDY słyszeć żadnych bzdur o tym że nie powinniśmy byc razem  bo my MUSIMY być razem i wreszcie to zrozum ok ? Chodź wracamy do łóżka  - wziął  ją na ręce i zaniósł do łóżka,  zasnęli od razu oboje w swoich ramionach nie wiedząc że jutro zmieni się ich całe życie
ZE STAREGO BLOGA CZĘŚĆ 3 i  4  JAK COŚ :) 
CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Prolog i Część 1

PROLOG

Każdy z nas masz marzenia i prawo by je mieć... Każdy z nas jest tylko człowiekiem i popełnia błędy, których potem zazwyczaj żałujemy ale czy tylko dlatego, że je popełniamy należy wszystko od razu przekreślić ? Spędzone razem chwile i te dobre, i te złe Nasze szczęście, miłość i opuścić osobę , którą kochamy nad życie
CZĘŚĆ 1


Po rozmowie z bratem, zajrzała jeszcze do Oli i szybko pognała do lekarskiego. Zdjeła kitel, przebrała się i ruszyła już w miare spokojnie w stronę samochodu z nadzieją, że nie trafi na korki i szybko dotrze do domu. Cieszyła sie niezmiernie gdy po 20 minutach jazdy samochodem dotarła pod blok gdzie wpólnie mieszkała ze swoim mężem. Zdziwiła się strasznie kiedy wchodząc do mieszkania zaskoczyła ją głucha cisza. Ostrożnie zdjęła buty oraz kurtkę i weszła do salonu. Uśmiechnęła się do siebie na widok śpiącego  męża na sofie  w koło której wszędzie leżało  pełno papieów i kartek (najprawdopodobniej były to papiery pacjentów lub inne kartki z pracy - jakie to zwykle przynosił do domu) . Ledwo powstrzymywała się od śmiechu ale zachowując resztki rozsątku po cichu przysiadła sie na skrawku kanapy. Delikatnie pocałowała męża w policzek nie chcą go obudzić co jej sie niestety nie udało :)

- hej  - zaspany ale jednak pocałował żonę subtelnie , a za razem namiętnie
- hej, nie chciałam cie  obudzić  ale jak już nie śpisz to powinniśmy porozmawiać.
Przez dłuższy czas panowała między nimi dość krępująca i irytująca cisza, którj nikt nie chciał przerywać. Ale jak to sie mówi " raz sie żyje "- pomyślała Hana i nie pewnie zaczeła :
- tylko proszę nie denerwuj się - zaczęła dość delikatnie
- yhmm więc o co chodzi bo po twoim tonie głosu to wnioskuje że to coś poważniejszego
- no bo....pamiętasz Paule ? - nie zdarzyła dokończyć bo nagle przerwał jej mąż ..:
- ale zaraz Hana ! co ona ma do naszego życia ?! Ten rozdział jest już zamknięty !! - Piotr był już lekko wyprowadzony z równowagi. Dopiero gdy zauważył, że oczy blondynki zaszkliły się, zrozumiał, że trochę przegiął i nie powinien na nią krzyczeć . Podszedł do niej i przytulił ją, bo właśnie teraz dotarło do niego, że  chodziło o dziecko .... ICH dziecko.. które stracili. Po chwili doszedł do wniosku, że powinien jej wysłuchać  nawet jeżeli ma inne zdanie na ten temat :
- przepraszam , ale naprawde nie chce żebyś znowu cierpiała ... i przechodziła to samo .. kochanie .. no ale o co chodzi ? - zapytał już na spokojnie brunet
- ona nadal nie chce tego dziecka Piotr ... nawet jej nie zależało na zdrowiu  tego dziecka ....  czy ono żyje czy nie  - mówiła już przez łzy, nad którymi straciła panowanie - i pomyślałam, że, może, moglibyśmy je wziąść ... - zapytała z nadzieją w głosie choć wiedziała  że Piotr raczej nie będzie chciał nic słyszeć na ten temat.

- słucham ?! ale kiedy ? jak ? Hana? Skąd ty to wiesz- dopytywał zdziwiony brunet patrząc ze zdziwieniem za żone  ... ciągle nie mogąc uwierzyć w propozycje a raczej zamiary swojej żony.

- Trafiła do nas, na odział, miała silne krwawienie z dróg rodnych ,mieliśmy duży problem ale jakoś na szczęście ustabilizowaliśmy stan dziecka choć trudno  jest go utrzymać, nawet nie interesowało ją, że mogło umrzeć, że może być chore, ona  w prost mi powiedziała, że ma je gdzieś i go nie chce.- kolejne łzy  spływały jej już po policzkach  - Sam wiesz  że mimo iż bardzo chcemy dziecka  i staramy sie o niej to nic z tego nie wychodzi  i nie wyjdzie! - blondynka nie powstrzymywała już łez i nie panowała nad sobą - zróbmy coś .. błagam Piotr, ona je może wyrzucić jak zabawke, zrobić jej coś proszę.- przez płacz opadała już z sił ledwo trzymała sie na nogach ....  wszystko do niej wróciło  rozstanie z Piotrem ,pojawienie się Jamesa , wypadek, ciąża, poronienie   przerosło ją to wszystko. Gawryło widząc zachowanie swojej żony tylko mocniej zagarnoł ją w swoje ramiona. Gdy po dłuższym czasie uspokoiła się zasnęła mu w ramionach. Chirurg nie chcąc budzić ukochanej wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni. Pocałował żonę w czubek głowy i poszedł wziąść prysznic. Musiał sobie wszystko przemyśleć i miał nadzieję że wszystko sie ułoży. Niestety nie wiedział że los postawi przed nimi kolejne przeszkody na dordze do ich wspólnego szczęścia .
 Hey,  to są sklejone 1 i 2 część ze starego bloga jak coś  :) Proszę komentujcie bo niewiem czy wam sie podoba i co o tym myśleć i przepraszam za błędy oraz utrudnienia :( 
CZYTASZ=KOMENTUJESZ