Nogi Goldberg odmówiły posłuszeństwa. W jednej chwili
zawalił jej się cały świat, jej życie straciło sens. Poczuła w sercu wielką
pustkę. Po jej policzkach spływały łzy, nie panowała nad nimi nawet nie
chciała. W jednej minucie straciła wszystko, ode chciało jej się żyć. Consalida
i Krajewski dalej nie wiedzieli o co chodzi, ale widząc zachowanie i stan
swojej koleżanki domyślali się, że nie jest dobrze :
- Hana co się stało ? -
Wiki natychmiast próbowała się czegoś dowiedzieć, gdyż w takiej sytuacji
nie wiedzieli co maja zrobić i czy cokolwiek mają zrobić. Widząc że z lekarką
jest co raz gorzej zaczęła domyślać się o co chodzi a raczej o kogo ……Piotr
- Hana, chyba mi nie powiesz, że Piotr...- urwała gdyż
widziała, że blondynka jest kompletnie załamana.
- Poszedł po matkę dzieci, była w drugim samochodzie -
przerwała gdyż stało się coś dziwnego i niezwykłego zarazem, zastanawiała się
tylko czy los sobie z niej żartuje czy zwariowała. W oddali w płomieniach ledwo
dostrzegalna pojawił się zarys postaci człowieka, z trudem utrzymującego
równowagę. Zaczęła biec w kierunku , do którego tak silnie wzywała ją jej
podświadomość i serce. Krajewski widząc to od razu nie pozwolił jej na to:
- Hana, nie możesz ! Nic nie możemy zrobić, przykro mi-
trzymał ją i nie chciał na to pozwolić choć wyrywała mu się dość silnie jak na
kobietę.
- Puść mnie ! Nie
pozwolę mu na to ! Zostaw mnie ! - nie mogła tu zostać, wyrwała się z ramion
Adama i najszybciej jak mogła pognała w stronę płomieni.
- Hana nie rób tego ! - Consalida także nie wierzyła w to co
chce zrobić jej koleżanka. Może trochę zazdrościła jej, że udało im się z
Piotrem, że tylko przy niej Gawryło jest szczęśliwy. Polubiła ją nawet bardzo,
zawsze chętnie jej pomagała i wysłuchała jak tego potrzebowała ale nie
wiedziała co zrobić by ją zatrzymać.
Goldberg biegła "na ślepo"w gorących płomieniach które zaczynały parzyć
jej ciało, ale nie mogła się wycofać. Nagle natrafiła na jakąś przeszkodę.
Poczuła tak dobrze znane jej ciało. Z wielką niewiadomą spojrzała w górę. Z
niedowierzaniem i łzami w oczach patrzyła prosto na Gawryłe nie wierząc że
dzieje się to naprawdę. Chirurg wziął ukochaną na ręcę i natychmiast wyniósł ją z płomieni, postawił
na ziemi i zagarnął w ramiona, wiedział, że płacze :
- co ci strzeliło do
głowy żeby tam wchodzić - łzy już same cisnęły mu się do oczu, nie zależało mu
na tym żeby być twardym,sam bał się, że już nigdy nie jej nie zobaczy, że straci
ją na zawsze, widząc że jest kompletnie rozbita próbował ją uspokoić, nie
chciał by płakała przez niego - ciiii,
jestem przy tobie i nigdzie się nie ruszam, kochanie proszę cię nie płacz już
- myślałam że już nigdy więcej cie nie zobacze, wiesz co ja
tu przeżywałam?! nie rób mi tego nigdy więcej ! nie potrafiłabym bez ciebie żyć
!- całej scenie przypatrywali się Wiki i Adam, stali obok i nadal byli w szoku,
pod wielkim wrażeniem odwagi ginekolog, tego, że ryzykowała życie, dla Gawryły,
którego wszyscy uważali za kompletnego idiotę, który tylko potrafi łamać
kobiece serca i przejmuje się tylko sobą.Może i tak było ale zmienił się.
Zmienił się przy Goldberg, dzięki niej i dla niej .....co zauważyli
wszyscy którzy go znali i żyli w jego
otoczeniu. Lekarze ockneli się z szoku i natychmiast znaleźli się przy parze:
- Jezu, Piotr nieźle nas nastraszyłeś - ruda rzuciła się przyjacielowi na szyje,
szybko się otrząsnęła i zajęła jego stanem zdrowia - nic ci nie jest ? co się
wogóle stało ? co cie pokusiło ?! masz ukochaną żonę ktora cie kocha nad życie
! Piotr do cholery życie ci nie miłe ?! - fakt że krzyczał na niego przez łzy
to jednak ze szczęścia że jej przyjaciel jest cały i zdrowy.
- Hey Ruda! -
przerwał jej monolog i przytulił
tylko Goldberg mocniej do siebie - wiem, ale to był odruch, musiałem im
pomóc, zrozum
- dobra chodźcie, zabieramy was oboje do szpitala trzeba to
obejrzeć - odezwał się w końcu Krajewski wskazując na oparzoną rękę Gawryły, na
którą dopiero teraz spojrzała też ginekolog
- Adam nic mi nie jest, wyliże się - poruszał na dowód
palcami nie wypuszczając Goldberg z objęć, lecz t odezwała się :
- nie trzeba to opatrzyć Piotr, jedziemy i nie ma żadnych
sprzeciwów
Gawryło już tylko posłużnie wsiadł z ukochaną i kolegami do
karetki i udali się wszyscy do szpitala. Na spokojnie do szpitala i udali się
na izbę przyjęć. Mimo, iż Gawryło twierdził, że nic mu nie jest robił to tylko
i wyłącznie dla Hany. Wiedział,że bardzo się bała o niego ale coś kazało mu
ratować tamtych ludzi, choć nie udało mu się uratować tamtej kobiety to cieszył
się, że sam wyszedł z tego cało. Dotarłszy na izbe pielęgniarka kazała usiąść
mu na kozetce i poczekać chwilę na lekarza dyżurującego gdyż miał ważną
konsultację. Chirurg czuł się w roli pacjenta bardzo nieswojo, wolał stać po
tej drugiej stronie, to wiedział, że
chociaż tak uspokoi ukochaną, która siedząc obok niego wciąż nie doszła jeszcze
do siebie. Ruda z Krajewskim chcieli
dowiedzieć się jak ze stanem kolegi bo na pewno trzeba było wykonać choć
podstawowe badania i opatrzyć rękę to mieli dyżur na pogotowiu na który zbytnio
nie chciało im się wracać, ale praca to praca :
- no to gołąbki, my już musimy wracać na dyżur a wy się
trzymajcie i odezwijcie się potem, na razie ! - Consalida poklepała przyjaciela
po ramieniu i udała się z Adamem z powrotem do pracy. Tym sposobem Goldberg i
Gawryło zostali w izbie praktycznie sami, gdyby nie pielęgniarka która kszątała
się porządkując przyrządy i przybory do badań. Piotr widział, że lekarka jest
zmęczona no ale Konica który prawidłowo miał dyżur na izbie został wezwany do
pilnej operacji która nie mogła zaczekać, więc musieli jeszcze chwile poczekać
na innego lekarza :
- zaraz wracamy do domu, obiecuje - zdrową ręką zagarnął ją
do siebie i mocno przytulił. Kątem oka zobaczył
idącego w ich stronę Sambora, którym sam zdziwił się na ich widok :
- Piotr ?! co wy tu robicie ? - wiedział tylko tyle że ma
"obejrzeć " pacjenta z oparzeniem ręki ale nie sądził że chodzi o
jego kolege po fachu, spojrzał tylko na rękę chirurga i pokręcił z dezaprobatą
głową - coś ty znowu narobił co? - usiadł
obok kolegi i zaczął oglądać rękę - no powiem ci że nieźle się urządziłeś,
- znowu pokręcił przecząco głową i zabrał się za obandażowywanie ręki Gawryły,
widząc że kolega nie przejmuje się tym za bardzo, wiedział co od razu przywróci
go do rzeczywistości no i oczywiście
była to prawda - no to zero operacji przez dwa tygodnie, tydzień zwolnienia a
potem same konsultacje i ewentualnie przychodnia - skończył i gdy spojrzał na
niego zobaczył na jego twarzy wielkie zdziwienie i niedowierzanie:
- Michał, ty chyba żartujesz ! nic, mi nie jest,jutro wracam
normalnie do pracy - nie no, on i
bezczynne siedzenie w domu ? o nie... on sie zupełnie nie nadaje na takie
nudzące leżakowanie
- może przy okazji powinieneś się kimś zająć - Sambor głową
wskazał na zasypiającą już Hanę w ramionach Gawryły. Ten tylko spojrzał i
uśmiechnął się nieznacznie pod nosem
- no dobra ale za tydzień wracam - widząc, że kolega chciał
coś powiedzieć od razu dodał - chociaż na tą przychodnie - delikatnie chciał
wziąść ukochaną na ręce lecz zdążyła się w tej chwili obudzić :
- Piotr, puść mnie, nie powinieneś - już nie ukrywając tego,
jak bardzo jest zmęczona wstała, wzięła swojego mężczyznę pod rękę. Gdy chcieli
już wychodzić natknęli sie na Tretera który chyba wiedział, że był tu w roli
pacjenta gdyż od razu zaczął :
-Jezu, Piotr co się stało ?! - spojrzał na jego rękę i na
koleżankę, która było widać była wykończona dodał tylko - dobra nieważne, potem
sie zgadamy, jedźcie do domu i macie tydzień wolnego, oboje- Żegnając się z Samborem i szefem udali się na postój taksówek, gdyż do
szpitala przyjechali karetką. Dojeżdżając już pod dom zauważyli że miejsce
wypadku zostało już praktycznie posprzątane. Wchodząc do mieszkania ginekolog
dosłownie padała z nóg. Zdjęła płaszcz, buty i od razu położyła się na łóżku.
Chirurg natomiast poszedł wziąść prysznic. Gdy wszedł już z powrotem do
sypialni ujrzał żonę słodko śpiącą na skraju łóżka. Położył się obok niej, i
przykrył kołdrą. Po chwili poczuł jak ukochana mocno wtula się w jego ramiona.
Nawet nie zorientowali się kiedy odpłyneli w kraine snów
CZYTASZ=KOMENTUJESZ