piątek, 19 września 2014

Część 4

- do Wójcika, powinien cię zbadać - był z nią całkowicie szczery choć wiedział, że lekarce się jego zachowanie nie spodoba to coś musiał z tym zrobić. W końcu to nie jego wina, że ją tak kocha i się martwi *.* :
- Piotr, proszę nie… - gdy ją zignorował po prostu zabrała a raczej wyrwała mu telefon z ręki. Wiedziała, że Gawryło nie odpuści, ale to że się źle poczuła i zwymiotowała to nie jest powód żeby od razu dzwonić po lekarza, no fakt z tą krwią nie jest normalne, lecz to był tylko pojedynczy incydent. Ludzie no bez przesady. Lekarz spojrzał tylko na nią zdezorientowany kiedy odłożyła jego telefon na szafkę nocną :                    
  - możesz mi kochanie oddać mój telefon ?                                                                          
  - tak … ale nie będziesz dzwonić do żadnego lekarza ok ? – widziała, że ukochany nie odpuści – jak mi nie przejdzie to pójdę na badania, obiecuje                                                                
   - znając ciebie kochanie to będziesz mi wmawiać, że wszystko jest w porządku aż w końcu stanie .
się jakieś nieszczęście, jesteś lekarzem i dobrze wiesz, że to nie jest normalne , ale jeśli jeszcze raz się źle poczujesz i nie pójdziesz mi na badania to bez żadnego gadania osobiście zabieram cię do szpitala i nie chcę słyszeć żadnego ale.                                                                      
   Postawa Goldberg mówiła sama za siebie, no ale cóż kochał ją. Pocałował ją jeszcze w sam czubek głowy i położył się obok swojej żony : czego chciał ? – no po prostu musiała zapytać. Nie jej wina, że była taka ciekawska. No ale przecież miała prawo wiedzieć, czego chciał od nich jej były mąż :              
 - nie wiem, wytłumaczyłem mu gdzie jest jego miejsce, że jesteśmy szczęśliwi i sobie poszedł, tyle. – nie chciał jej jeszcze tym martwić ale w końcu są razem, i szczerość jest ważna. Blondynka wtuliła się w swojego mężczyznę i rozmyślała nad ostatnimi wydarzeniami w ich życiu. Po chwili oboje odpłynęli do krainy snów myśląc o sobie nawzajem. Obudziła się czując jakiś ciężar na swojej klatce piersiowej, no oczywiście był to jej ukochany mąż. Spojrzała na zegarek. No pięknie 16: 30, Treter ich zabije! Nie chciała go budzić ale nie miała innego wyjścia. Wolała nie ginąć z rąk szefa :D Zaczęła mierzwić jego cudowne włosy na co chirurg tylko zaczął delikatnie uśmiechać się przez sen. Po jakieś chwili zaczął się przebudzać się wyraźnie niezadowolony, że ktoś mu przerwał w tak przyjemnej czynności jak spanie z ukochaną. Wolałby dalej spać przy swoim największym skarbie, no ale cóż :                              
 - Kochanie co się stało ? – nagle pomyślał że może się źle poczuła- źle się czujesz?                        
 - nie, po prostu od prawie pięciu godzin powinniśmy być w pracy – powiedziała z udawana skruchą, no ale fakt sytuacja nie była zabawna                                                                                                                          
  - Możesz kochanie dalej słodko spać bo twój cudowny i jakże kochany mąż o wszystkim pomyślał i masz odpoczywać, a ja już tego dopilnuje – wytłumaczył swojej żonie z powrotem wracając do przerwanej czynności, jednak jeszcze widząc zdezorientowaną minę swojej żony dodał :                
 - dzwoniłem do Tretera, że się źle czujesz i musze się tobą zająć więc do jutra mamy wolne – Brunet ponownie odpłynął do krainy Morfeusza jednak nie na długo, gdyż nagle Rozległ się wielki huk. Małżonkowie od razu „zerwali ” się z łóżka i zobaczyli w oknie chmurę białego dymu. Nie wiedzieli co się stało bo nic oprócz niego nie było widać. Oboje natychmiast się przebrali ( bo przecież nie pójdą w piżamach – co byłoby bardzo dziwne) i szybko zeszli na dół. Zastali tam 2 samochody mocno wgniecione w siebie ( choć bardzo ciężko było w ogóle rozpoznać co to jest ) i w lampę. Oba były bardzo zmiażdżone i nie wyglądały jak samochody. Hana widząc, że Gawryło chce udać się do poszkodowanych nie była z tego powodu zadowolona. Wiedziała, że robi to jako lekarz ale to był jej ukochany i nie poradziłaby sobie gdyby go straciła :
- Piotr, to może w każdej chwili wylecieć w powietrze, nie rób tego – może i była w tej chwili egoistką ale nie może go stracić. Nie może. :
- Skarbie, obiecuję zaraz do ciebie wrócę, zostań tu i zadzwoń po karetkę. Zaraz do ciebie wracam – pocałował ją jeszcze w czubek głowy i poleciał do jednego z kierowców. Jednak Goldberg gdy tylko usłyszała płacz dziecka dochodzący z wraku samochodu natychmiast tam pobiegła. Jak się okazało w środku znajdowała sie kobieta z dwojgiem dzieci. Miały około dwa i sześć lat. Większa-dziewczynka była przytomna i bardzo przestraszona. Obok w drugim foteliku zapięty był mały chłopiec, który nie był przytomny. W blondynce od razu narodził się isttynkt macierzyński i wielka troska o dzieci. Widziała strach i przerażenie w oczach dziewczynki, po prostu musiała im pomóc :
-hej mała ....jestem Hana- w oczach małej był coraz większy strach więc musiała ją jakoś uspokoić- jestem lekarzem wiesz, pomoge ci dobrze ? - dziewczynka tylko nie pewnie pokiwała twierdząco głową na znak zgody. Drzwi były zakleszczone więc lekarka musiała radzić sobie w inny sposób. Musiała wyciągnąć dzieciaki oknem, co do najbezpieczniejszych rzeczy nie należało, mogły mieć jakieś obrażenia wewnętrzne a tego przy wypadkach wykluczyć nie można. Wolała najpierw wyciagnąć przytomną dziewczynke, niewykluczone, że bedzie potrzebna jej pomoc :
- jak masz na imię ? - zagadywała małą żeby ta wiedziala że chce jej pomóc, i by nie stracić z nią kontaktu. Jednocześnie odpinała ją z fotelika.
- Alicja , ale mój braciszek ..... Jasiu - była naprawdę przestraszona i wstrząśnięta całą sytuacją i stanem jej małego brata który był nieprzytomny. Gdy lekarka odpieła już dziewczynkę musiała ją jakoś wydostać
 - Alu posłuchaj mnie, boli cię coś ?Możesz ruszać rączkami i nogami ? - mała pokiwałą twierdząco głową . Goldberg wiedziała że sama nie da rady więc musiałą prosić dziewczynkę o pomoc.
- posłuchaj mnie uważnie dobrze ? -skierowała się z troską w głosie - dotknij delikatnie policzków braciszka ok ? są ciepłe ?
- trochę - to wystarczyło aby blondynka bez zastanowienia zaczeła ich ratować za wszelką cenę
- dobrze to bardzo delikatnie odepnij go z pasów - gdy dziewczynka odpieła malca z fotelika poinformowała Alicję jak ma ostrożnie spróbować przy jej pomocy wyjść przez okno samochodu. Ostrożnie wydostała z wraku samochodu oboje dzieci posadziła mała z malcem na ławce. Gdy już miała wracać do rannej kobiety prawdopodobnie ich matki zauważyła Piotra kładącego rannego drugiego kierowce na chodniku.
- Hana kochanie przecierz prosiłem cię żebyś się stamtąd nie ruszała- był zły na ukochaną ale także z niej dumny, jednocześnie także nie chciał narazić jej na żadne niebezpieczeństwo.Widząc dwoje dzieci domyślał się także że na pewno nie były same więc postanowił że to on pójdzie po kolejnych rannych.
- dobra, zostań tu a ja zaraz do ciebie wróce i nie ruszaj się stąd- po chwili już go nie było, a Hana zajęłą się sprawdzaniem stanu chłopca z którym na szczęście wszystko było dobrze. Po jakiś 5 minutach przyjechała pierwsza karetka, i nie kryła zdziwienia kiedy wyszli z niej Wiki i Krajewski
- Hana co.... ? - Ruda nie zdąrzyła dokończyć gdzyż w jednej chwili rozległ się wielki huk i pojawił się ogromny ogień. Wybuchło....
 Hey , wiem ze was zawiodlam ale mam male problemy z kompem i duzo nauki ... KOMENTUJCIE A BEDZIE SZYBKO NEXT ;** DZIEKI ZA WSZYSTKO

12 komentarzy: